Pewnego
dnia zadzwonił do mnie Arcybiskup i powiedział, że Nuncjusz Apostolski chciałby
mnie spotkać. Okazało się, że Nuncjusz pracował w Zambii. Co za zbieg
okoliczności! Obecnie stacjonuje na Trynidadzie i apostolską troską obejmuje 19
krajów na Karaibach. Na Jamajkę przylatuje 2 razy w roku. Miłe to było, że
chciał mnie zobaczyć i porozmawiać. Powiedział, że Karaiby bardziej mnie
potrzebują niż Afryka i dobrze zrobiłem przylatując na Jamajkę.
Po
spotkaniu z Nuncjuszem, Arcybiskup zaprosił mnie na Mszę św. dziękczynną z
okazji jego 18 rocznicy święceń biskupich. Tutaj relacje biskupa z księżmi wyglądają
trochę inaczej niż w Polsce. Mówiłem już, że pierwsze dni po przylocie
mieszkałem w rezydencji biskupa. Dzień po mnie, przyleciał inny ksiądz,
Filipińczyk. Po tygodniu Arcybiskup zaprosił wspólnotę filipińskich księży i
sióstr, jak również Polaków, na obiad z okazji naszego przyjazdu. Innym razem,
pojechaliśmy z proboszczem do kogoś, na urodzinową kolację. Dużo gości, a
wśród nich kto? -nasz Pasterz. Więcej niż połowę księży naszej diecezji znam już
po imieniu (oczywiście nie jest nasz dużo, około 30). Jestem tu ponad miesiąc,
a nie zliczę na ilu spotkaniach już byłem. Jamajczycy kochają spotkania.
Powiedziałem to komuś z naszej parafii. Ha ha- odpowiedziała kobieta-witaj w
parafii Piotra i Pawła, stolicy spotkań. Jamajczycy, mówi dalej, organizują
spotkanie, by ustalić co będzie na spotkaniu. Ja poznaję księży, a oni mnie.
Wczoraj jeden mówi do mnie, że słyszał, że prowadziłem samochód i sam
pojechałem do naszej kaplicy dojazdowej. Ha ha, ja już nie wiem jak reagować,
kiedy ludzie myślą, że jak jesteś z
innego kraju, to sukcesem jest wyjść samemu na ulicę. Czy my, Polacy też tak
patrzymy na obcokrajowców? Może i tak; pamiętam jak Dyrektor w Centrum Formacji
misyjnej opowiadał nam historię o odważnych siostrach zakonnych, które
pojechały na misje i już w pierwszy dzień wyszły z domu i rozmawiały z ludźmi.
Pogratulować! Tylko komu-Siostrom odwagi, czy Dyrektorowi takich opowieści. A może
to tylko w kościelnym kręgu traktuje się trzydziesto-czterdziestoletnich ludzi
jak dzieci? Może lepiej zmienię temat. Wróćmy do Mszy za biskupa. W
koncelebrze był biskup z innej wyspy, około 10 księży i 15 świeckich diakonów.
Liczba diakonów jest tu większa niż księży. Wspomnę przy tej okazji, że w wielu
kościelnych kręgach dyskutuje się o święceniach kapłańskich dla żonatych
mężczyzn. (Niektórzy pytają o kolejność sakramentów- najpierw małżeństwo, potem
kapłaństwo, czy odwrotnie). Biskup poprosił diakona o wygłoszenie homilii.
Wyjątkowa sytuacja, ale też i wyjątkowy człowiek-niewidomy diakon. Śmiał się na
ambonie, mówiąc, że musi zerknąć w swoje notatki. Kazanie było niesamowite. Po
Mszy ludzie pytali mnie, czy kiedykolwiek byłem świadkiem czegoś podobnego i szczerze
odpowiadałem że nie. Kazanie trwało ponad godzinę. Diakon dał świadectwo swego
życia. Opowiadał o swoim dzieciństwie w slumsach, o
gangsterach wśród których dorastał; strasznej biedzie; o tym jak ciężko było
niewidomym żyć w takim świecie. Swoje opowieści przeplatał piosenkami; za młodu
należał do kapeli, z którą zerwał po swoim nawróceniu. Do dziś nie mogę sobie
wybaczyć, że nie wziąłem kamery. Nie wiem czy możecie sobie wyobrazić
niewidomego diakona, głoszącego kazanie w stylu, jaki my w Polsce możemy
widzieć tylko na filmach; to znaczy krzyczącego, by nawrócić się do Pana;
ludzie dopowiadali amen amen; ksiądz obok mnie robił komentarze w stylu:
amen-mów nam o tym; amen-przypominaj nam, amen-młody duchem, aż sam Arcybiskup
się śmiał. Pomiędzy tymi wszystkimi „amen”- piosenki. Wszyscy włączali się w
śpiew, a wtedy diakon swoim prawie operowym głosem ciągnął solówki. Kaznodzieja
nie powiedział za dużo o arcybiskupie. Mówił o sobie, ale niektóre momenty były
rzeczywiście głębokie. Wspomniał, jak ktoś zabrał go do katolickiego kościoła.
Nie miał pojęcia o co chodzi, ale obiecał sobie, że już więcej tam nie wróci.
Powiedział, że czuł się strasznie samotny; stał na boku i nikt go nie
przywitał, nikt z nim nie porozmawiał. Muszę w tym momencie coś wytłumaczyć.
Tutaj, na koniec Mszy pytają, kto dziś jest pierwszy raz w naszym kościele.
Jeśli ktoś wstaje, to cały kościół śpiewa piosenkę stylu „witamy cię alleluja”,
wszyscy biją brawo. Ciekawe co ten diakon powiedziałby o kościele w Polsce. Dzięki
Anglii, Zambii, nauczyłem się, że Kościół jest uniwersalny, a styl jaki my
mamy, nie jest jedyny. Wszędzie są plusy i minusy. Św. Jan, w Apokalipsie,
pisząc do siedmiu kościołów, chwalił co dobre i ganił co złe. Ostatnio
pokazałem młodzieży zdjęcie konfesjonału i zapytałem, czy wiedzą co to jest.
Odpowiedzieli: konfesjonał. Pięknie. Zadałem kolejne pytanie: czy kiedykolwiek
widzieliście konfesjonał „na żywo”. Odpowiedź: tylko na filmie.
Mają
czego uczyć się od nas, a my możemy czegoś uczyć się od innych.
Amen,
amen. Alleluja.